Korzystając z wakacji, zamiast do naszego oliwskiego ogrodu zoologicznego postanowiliśmy tym razem zajrzeć do zoo w Warszawie. Pretekstem była wizyta u Lisy – szympansicy, która po odrzuceniu przez matkę została wychowana przez jedną z opiekunek gdańskiego zoo. Z Wybrzeża Lisa pojechała do Warszawy, ale nadal bardzo się cieszy z każdej wizyty opiekunów z gdańskiego ogrodu.

W stołecznym zoo Lisa dzielnie sobie radzi, a o jej pochodzeniu przypomina tabliczka informacyjna umieszczona w małpiarni. A skoro już byliśmy u „naszej” szympansicy, postanowiliśmy odwiedzić także inne zwierzęta.

Oba zwierzyńce są bardzo różne i nie chcieliśmy ich porównywać. Gdański ogród, umiejscowiony wśród leśnych pagórków, pod względem położenia nie ma sobie równych. Jednak i w Warszawie znaleźliśmy perełki, które czynią tamtejsze zoo wspaniałym miejscem odpoczynku i kontaktu z przyrodą.

W krainie małp

Wiele wybiegów zrobiło na nas ogromne wrażenie. Wśród nich były te zamieszkane przez małpy. Spędziliśmy fantastyczny czas u Lisy i jej szympansiego stada, zachwycaliśmy się postawnymi gorylami, ale największą frajdę mieliśmy, pływając łódką między wysepkami, na których mieszkają gibony, lemury katta i wari. Atrakcją – zwłaszcza dla dzieci – była już sama przejażdżka łódką po stawie, na którym znajdują się wysepki. Dzięki tej formie kontaktu ze zwierzętami można też łatwo uwierzyć, że spotykamy je w warunkach niemal naturalnych. Nie ma żadnych siatek czy szyb, które odgradzają nas od zwierząt, a one same radośnie biegają po drzewach i zbudowanych dla nich „placach zabaw”, z zaciekawieniem zaglądając do podpływającej łódki.

Dodatkową zaletą takiego sposobu zwiedzania małpiego świata jest możliwość zdobycia dużej wiedzy na temat jego mieszkańców. Opiekun małp, który przewozi zwiedzających, opowiada o zwierzętach, ich zwyczajach i zachowaniu. Opowieść ubarwiają zabawne anegdoty z życia małp.

Osoby, które wolą podziwiać zwierzęta, mając stały ląd pod stopami, korzystają z tarasu widokowego, na którym ustawiono też lornetkę.

Rodzinne szczęście

Zwierzętami, które cieszą się ogromną sympatią zwiedzających – i to chyba w każdym zoo – są surykatki. Tego lata w warszawskim ogrodzie przy wybiegu tych uroczych zwierzaków było wyjątkowo tłoczno. Wszystko za sprawą młodych surykatek, które korzystając z pięknej pogody, radośnie brykały po wybiegu i naśladując rodziców, próbowały swoich sił w staniu na straży. Maluchy podbiły serca przede wszystkim dzieci, ale i dorośli goście nie mogli oderwać od nich wzroku.

Imponujące pawilony

Hipopotamiarnia i Rekinarium to nowy obiekt w warszawskim zoo. Jego mieszkańcy mają naprawdę luksusowe warunki, a goście przyjemność z podziwiania ich w takich wnętrzach. Hipopotamy, szukając ochłody w letnim upale, pławiły się w basenie zewnętrznym, za to rekin budził ogromne emocje w swoim przyciemnionym gigantycznym akwarium w budynku.

Do innego niezwykłego pawilonu – Insektarium – nie wszyscy zwiedzający odważyli się wejść. Choć jego mieszkańcy są nieduzi, budzą naprawdę skrajne uczucia. W dobrze wyeksponowanych terrariach, pięknie wkomponowanych w leśną przestrzeń, żyje tu około 40 gatunków egzotycznych bezkręgowców – od karaczanów, przez wije i patyczaki, po imponujące ptaszniki.

Lwy się bawią, nosorożce całują…

Widać, że piękne sierpniowe popołudnie wprowadziło mieszkające w warszawskim zoo zwierzęta w doskonały nastrój. Lwica, jak domowa kotka, zapamiętale bawiła się nową zabawką, czyli… słupkiem drogowym, który w jej łapach wyglądał jak plastikowy gryzak.

Z kolei wielkie nosorożce, zupełnie nie zważając na obserwujących ich gości, uległy sile uczuć. Podczas gdy dorosły samiec dostojnym krokiem przemierzał swoją część wybiegu, samica i dwuletni Bryś II przytulali się, łasili do siebie i – jak natychmiast oceniły to dzieci – dawały sobie buziaki. A wszystko w pięknej, wielkiej kałuży pełnej błota!

Podczas kilkugodzinnego spaceru odwiedziliśmy oczywiście także innych mieszkańców stołecznego ogrodu i wszyscy zrobili na nas wielkie wrażenie. Jesteśmy pewni, że jeszcze nie raz ich odwiedzimy!