Celebrowanie rocznicy narodzin nie jest zwyczajem zwierząt. Jednak to, że nie doceniają one wagi tej chwili, nie znaczy wcale, że nie cieszą się, gdy ich opiekunowie z okazji urodzin przygotowują dla nich atrakcje i prezenty. Ulubione smakołyki zawsze przyjmują z wdzięcznością, choć zupełnie ich nie obchodzi, że przyjemności, jakie je spotykają, są spowodowane szczególną okazją.

Dla ludzi celebrowanie urodzin ma znaczenie. Dlatego opiekunowie zwierząt w gdańskim zoo organizują swoim podopiecznym urodzinowe atrakcje. Jak wygląda świętowanie w zwierzyńcu? Opowiada nam o tym Michał Targowski, dyrektor ogrodu zoologicznego w Oliwie.

 

Zwierzęta bardzo się od siebie różnią. Przedstawiciele niektórych gatunków nawiązują z opiekunami niewielki kontakt. Akceptują nas jako osoby, które dostarczają im żywność, stale są w pobliżu i nie robią im krzywdy, ale kontakt z człowiekiem ograniczają do minimum. Tak zachowuje się np. większość kopytnych, gadów czy płazów.

Inne wchodzą z ludźmi w znacznie bliższe relacje. Niektóre zwierzęta mają świetną pamięć lub potrafią myśleć abstrakcyjnie. Zwierzęta „rozumne”, zdolne do nawiązywania bliższej więzi, siłą rzeczy zajmują w naszych sercach i myślach miejsce szczególne i choć doskonale wiemy, że mimo wszystko myślą i czują inaczej niż my, czasem przenosimy do relacji z nimi nasze, ludzkie rytuały. Na przykład organizujemy im urodziny.

W ostatnich latach chyba najbardziej celebrowaliśmy 40-lecie naszego orangutana. Z tej okazji dostał wspaniały tort warzywny i przyjął podarunek z wielką radością. Oczywiście orangutan nie miał pojęcia, że to był tort urodzinowy, w jego umyśle nic takiego jak urodziny nie istnieje, ucieszył się jedynie z ulubionych smakołyków.

Można się więc zastanawiać, po co organizować urodziny dla kogoś, kto nie ma pojęcia, co to jest ani że coś takiego w ogóle istnieje. Wydaje się, że nie ma to sensu. Ale to nieprawda. Z jednej strony jest to oczywiście radość dla nas, opiekunów, z drugiej – okazja, by dodatkowo stymulować intelekt zwierzęcia, poprawiać jego samopoczucie, budować pozytywne relacje.

Nie robimy tego po to, by zwierzęta oswajać, ale by łatwiej nam było z nimi pracować. To bardzo ważne, np. gdy konieczne jest leczenie zwierzęcia. Dobre relacje z opiekunem ułatwiają wykonywanie wielu zabiegów i wyraźnie zmniejszają stres zwierzęcia.

Z kolei wręczanie im prezentów – czyli ulubionych smakołyków, ale podanych w innej formie, np. ukrytych w pudełkach, powtykanych w lód – czy chowanie ich w różnych miejscach zmusza zwierzaki do myślenia, szukania nietypowych rozwiązań, są więc dla nich intelektualnym wyzwaniem, a często także formą zabawy.

Oczywiście mimo że staramy się raczej „zdziczać” niż oswajać zwierzęta, zdarzają się przypadki, gdy relacje między opiekunami a ich podopiecznymi stają się bardzo bliskie. Tak jest np. z naszą szympansicą Kasią, która ma już około 40 lat. Wiele razem przeszliśmy i zawsze, gdy idę do szympansów, zwyczajnie się cieszę, że ją zobaczę. Co więcej, sam też czuję się wyróżniony, bo Kasia zawsze bardzo sympatycznie reaguje na mój widok.

Podobnie zachowuje się Lisa, szympansica, która została odrzucona przez matkę i którą wychowała jedna z naszych opiekunek. Dziś Lisa mieszka w Warszawie, o co nawet moje koleżanki z pracy miały do mnie żal, że ich „córeczkę” oddaliśmy (śmiech), ale to samica alfa i potrzebowała nowego stada. W każdym razie, gdy jesteśmy z wizytą w Warszawie, zawsze ją odwiedzamy, a ona niesamowicie cieszy się na nasz widok. A już jak zobaczy swoją przybraną mamę, radości nie ma końca. Oczywiście nikt nie ryzykuje podchodzenia do Lisy, bo mamy świadomość, że to silne, potencjalnie niebezpieczne i mimo wszystko dzikie zwierzę.

Lisa jednak jest przykładem na to, że niektóre zwierzęta nawiązują z nami bardzo silne relacje i mają świetną pamięć. Jeszcze lepiej widać to chyba na przykładzie słoni, które myślą, przewidują, wyciągają wnioski i nigdy nie zapominają. Niedawno odwiedził nas dawny opiekun naszej słonicy Katki, który nie widział jej kilkanaście lat. Gdy ta go zobaczyła, wpadła w jakieś szalone spazmy, ocierała się o wszystko, co miała po drodze, wydawała niesamowite dźwięki, po prostu wariowała ze szczęścia, a opiekun płakał. To była niesamowicie wzruszająca scena.

Także gdy przychodzą do nas emerytowani już pracownicy i odwiedzają np. małpy, te zawsze ich rozpoznają i dają prawdziwy pokaz radości ze spotkania.

Takie obrazki najlepiej pokazują, jak silne bywają związki między zwierzętami a ludźmi. Po części dlatego, że nasi pracownicy wykorzystują do stymulowania zwierząt wiele okazji. Nie tylko urodziny. Były też prezenty na święta, latem lody z ulubionymi smakołykami… Również bez okazji staramy się urozmaicać im życie.

Jeśli jednak chodzi o samo celebrowanie urodzin, to najintensywniej obchodzimy te… zerowe, czyli sam moment narodzin. Każdego roku w naszym zoo przychodzi na świat bardzo wiele młodych. Niektóre narodziny są jednak dla nas zupełnie wyjątkowe, np. zeszłoroczny przychówek lwów.

Również w tym roku w ogrodzie pojawił się niezwykły młody zwierzak – pelikan, który wykluł się z jaja trzymanego w inkubatorze.

Nasze pelikany lato spędzają na wyspie, którą dla nich stworzyliśmy. Jednak na zimę są odłapywane i trafiają do takiego dużego „kurnika” z basenem, piaskiem, konarami – wszystkim tym, co jest im potrzebne do zbudowania gniazda.

Teoretycznie w łagodne zimy ptaki mogłyby zimować na dworze, ale gdy otaczająca wyspę woda zamarza, staje się to niebezpieczne. Przede wszystkim stałyby się łatwym celem dla dzikich drapieżników, głównie lisów, które bez przeszkód mogłyby wejść na wyspę.

Dlatego w okolicach lutego, gdy przychodzi ich okres lęgowy, mieszkają w tym kurniku. I owszem, zdarza im się składać tam jaja, ale nie są zainteresowane ich wysiadywaniem. Podjęliśmy więc próbę przeniesienia jaj do inkubatora. Zapewnienie odpowiedniej temperatury i wilgotności nie było zadaniem łatwym, ale się udało. Po 30 dniach inkubacji, pisklę swoim haczykowatym dziobem przebiło skorupkę. W ten sposób na świat przyszła mała, brzydka, pomarszczona, goła pokraka z wielkim dziobem (śmiech).

 

I tu pojawił się kolejny problem – jak tego malucha pielęgnować?

Przez pierwsze dwie doby pisklę absorbuje żółtko, więc nie wymaga karmienia. Potem jednak trzeba było przygotować dla niego odpowiedni pokarm, bo od tego zależało jego przeżycie. Rodzice karmią pisklaki rybami. Najpierw same je przeżuwają, tworząc papkę, a następnie wciskają ją maluchowi do dzioba. Zamówiliśmy słodkowodne ryby, zrobiliśmy z nich pulpę i dodaliśmy do niej specjalny enzym trawienny – pepsynę, bez którego ptak nie byłby w stanie przyswoić pokarmu. Okazało się, że to działa. Pięć osób pod kierownictwem asystenta Michała Krause stale dyżurowało przy pisklaku. Podawały mu po odrobinie papki, masowały brzuszek, dbały o odpowiednią temperaturę i wilgotność… Odchowanie tego malca było naprawdę pracochłonne, ale się powiodło. Niedługo Pepsuś (lub Pepsynka) dołączy do stada i mamy nadzieję, że zostanie zaakceptowany. Wierzę też, że dzięki temu doświadczeniu będziemy mogli jeszcze wiele razy cieszyć się z narodzin kolejnych pelikanów.