Pandy małe – nowi mieszkańcy gdańskiego zoo

Każdy nowy zwierzak, który zawita do zoo, budzi radość zwiedzających. Jednak sympatia, jaką cieszą się nowi mieszkańcy – pandy małe, jest wyjątkowa. Nic dziwnego. Słodkie, kocie mordki, piękne, rudawe futerka i długie, cętkowane ogony podbijają serca wszystkich gości.

Pierwsza panda mała trafiła do Gdańska we wrześniu ubiegłego roku. W listopadzie do Bartka dołączył drugi samczyk – Ponzu. Oba zwierzaki szybko się zaaklimatyzowały na Wybrzeżu. Wybieg, domki i przede wszystkim doskonałe posiłki bardzo przypadły im do gustu. Nic dziwnego, załoga ogrodu zoologicznego dołożyła wszelkich starań, by te piękne zwierzęta czuły się dobrze w swoim nowym domu.

Jeszcze przed pojawieniem się pand, na terenie zoo założona została uprawa bambusa, by zwierzakom nie zabrakło ulubionego przysmaku. Poza gałązkami małe łakomczuchy dostają też ręcznie lepione przez opiekunów „pączki”, przygotowane z suszu i granulatów. Zwierzaki z entuzjazmem pałaszują też owoce, a uzupełnienie ich jadłospisu stanowi mięso.

Żeby zobaczyć te pochodzące z Azji zwierzęta podczas jedzenia lub zabawy, najlepiej odwiedzić ich wybieg rano lub po południu. Większość dnia upływa im bowiem na drzemce.

Słodkie śpiochy często mylnie określane są misiami. Tak naprawdę należą do rodziny pandkowatych, a jeszcze niedawno zaliczano je do szopowatych. Panda mała znana jest też pod innymi nazwami – pandka ruda, panda czerwona czy panda mniejsza. Długość ciała tego wszystkożernego zwierzaka nieznacznie przekracza pół metra. Niemal równie długi jest jego piękny, puszysty ogon. Wagę dorosłej pandy małej można porównać z wagą kota – średnio 4 kg ważą samice, a 5 kg samce.

Największą sympatię budzi piękny pyszczek zwierzaka, skutecznie odwracający uwagę od długich, mocnych pazurów, dzięki którym panda czerwona fantastycznie wspina się po drzewach. Dodatkowym punktem podparcia jest dla pandki długi, prążkowany ogon.

W naturze gatunek ten jest zagrożony wymarciem, jednak w ogrodach zoologicznych pandy mniejsze czują się doskonale i łatwo się rozmnażają. Przychówki są na tyle liczne, że ze względu na nadwyżki hodowlane wprowadzono nawet zasadę stop breeding, czyli zakaz rozmnażania.

Właśnie dlatego do Gdańska trafiły dwa samce. Kiedy jednak zakaz rozmnażania przestanie obowiązywać, Bartek i Ponzu będą mogli zostać ojcami. Wybrane dla nich dwie samiczki mieszkają na razie w Niemczech, ale gdy tylko stanie się to możliwe, ogrody zoologiczne zamienią się zwierzętami, tak by w każdym z nich zamieszkała parka, która będzie mogła doczekać się potomstwa.

Do tego czasu Bartkowi i Ponzu musi wystarczyć własne towarzystwo. Jednak biorąc pod uwagę to, jak bardzo są lubiani przez zwiedzających i jak troskliwą opiekę otrzymują, chyba nie ma powodu, by choć trochę się nad nimi litować.