Dla każdego z nas Święta Bożego Narodzenia oznaczają coś innego, jednak większość definicji ma wspólny mianownik: rodzinne spędzanie czasu. Sprawa komplikuje się nieco bardziej, jeśli rodzina jest patchworkowa – i tak niełatwą logistykę świąteczną oraz z założenia relaksujący czas świąt trzeba zaplanować i zrealizować w tym właśnie, wieloczynnikowym układzie.

I teraz niespodzianka! Skoro święta to czas prezentów, zróbmy sobie sami, drodzy rodzice patchworkowi, prezent świąteczny. Spójrzmy na to, co w tym naszym, specyficznym obchodzeniu świąt jest z całą pewnością dobre. Wątpiłeś do tej pory, drogi czytelniku, że patchworkowe święta mają swoje dobre strony? To właśnie dla Ciebie jest ten tekst!

Zacznijmy w takim razie od prezentów, elementu świąt ukochanego przez wszystkie dzieci, więc również przez nasze… nie ma co ukrywać, że w rodzinach patchworkowych prezentów jest po prostu więcej! Kiedyś dzieci dostawały wspólne prezenty od Mamy i od Taty, a teraz każde z nich, często wraz ze swoim nowym partnerem, szykuje osoby upominek. Nie zapominajmy również o przyszywanych Babciach i Dziadkach, którzy często również decydują się rozpieszczać swoje przyszywane wnuki. Od pewnego wieku działa to w obie strony! A miłe ukłucie w sercu, które czuje dorosły obdarowany przez dziecko, od którego w zasadzie nie oczekuje prezentu, a które jak się okazuje chce mu ten prezent zrobić, jest naprawdę bezcenne… Tak więc jeśli tylko udaje Wam się unikać pułapek związanych z prezentowym wyścigiem rozwiedzionych rodziców, który wbrew pozorom może zepsuć przyjemność świątecznych podarunków, będziecie mogli w pełni korzystać z patchworkowego urodzaju pod choinką. Wasze dzieci, nawet jeśli nie są na tym etapie, aby powiedzieć o tym głośno, zapewne również tak pomyślą odpakowując z kolorowego papieru kolejny dowód rodzinnej miłości.

Co do kwestii podziału świątecznego czasu… Nie chce skupiać się na mistrzostwu, jakie rodzice w patchworku są w stanie osiągnąć w planowaniu, a następnie spontanicznym zmienianiu planów w nowych, niezależnych od nich okolicznościach. Zdecydowałam się od razu przejść do pozytywnych aspektów świąt, które częściowo spędzamy wszyscy razem, a częściowo w nieco innym układzie. Żeby postawić sprawę jasno: nie lekceważę przy tym smutku, niepokoju i wielu innych uczuć, które towarzyszą rodzicowi podczas wigilii czy świątecznego obiadu bez dziecka. Traktuję je jako naturalne sposoby przeżywania zmiany i nowej sytuacji; takiej, która pozbawia nas pewnych oznak więzi, nie pozbawiając nas przecież przy tym więzi jako takiej. Jednak gdy damy sobie chwilę na przeżycie naszych emocji, chwilę później pojawia się pytanie: jak w takim razie będą wyglądać te dni, godziny bez dzieci..? Odpowiedź jest jedna – jak tylko chcemy. Jeśli mamy ochotę pójść na spacer przed rozpakowanie prezentów, nie odwiedzie nas od tej decyzji przejmujący płacz naszego malucha. Pomysł na obejrzenie filmu? Świetnie, i tym razem nie będzie to kreskówka! A gdy zostaniemy sami, tylko we dwoje, nie tylko bez dzieci, ale również bez rodziców, babć, dziadków i teściów… też mamy ogromną szansę na świąteczny czas zupełnie inny, ale bardzo cenny – nasz, rodzinny i intymny. Więź, którą umacniamy, zaprocentuje, gdy pociechy wbiegną z krzykiem do przedpokoju następnego dnia.

No właśnie – skoro w świętach chodzi tak naprawdę o rodzinną atmosferę, pokonując własne bariery możemy nauczyć się postrzegać ten czas dla naszych dzieci jako podwójne dobro. Jeśli mają dwa kochające domy, zastrzyki tejże rodzinnej atmosfery też będą dwa! Wystarczy tylko podejść do Świąt dbając, na miarę swoich aktualnych możliwości, o uprzejmą atmosferę miedzy byłymi małżonkami i pozwolić dzieciom poczuć się bezpiecznie, planując wcześniej wspólnie świąteczny czas i dając im możliwość wpływu choćby na szczegóły. Gdy dostaną dawkę pozytywnej, świątecznej energii w jednym miejscu, a zaraz potem zostaną z miłością i bez śladu negatywnych emocji ze strony dorosłych przyjęte w drugim domu – ich uśmiech będzie jednym z naszych największych prezentów w nadchodzące Święta.

Czego Wam i sobie życzę!

 

autor: Agata Jakób, z wykształcenia psycholog, menadżer zespołów, prowadząca kursy dla liderów i animatorów: coach w nurcie coachingu opartego na potrzebach.