Maluchy nie są  bezkrytyczne. Doskonale widzą wady i śmiesznostki dorosłych. Jednak dla dziadków są raczej pobłażliwe. Zwłaszcza tych, z którymi są związane. Bo są  też oczywiście dziadkowie „mityczni”. Takich ma np. 6-letni Szymon. – Dziadkowie, czyli mama i tata mojego taty, to tacy dziadkowie „mityczni”, niby są, a nikt ich nigdy nie widział – wyjaśnia chłopiec. – Ale wysyłają prezenty – dodaje uczciwie.

Starszy o 4 lata brat Szymona, Tymon przyznaje, że on dziadków jednak widział i potwierdza, że są. – Nie pamiętam ich dobrze, bo nie widziałem ich jakieś 5 lat temu, jak byli w Polsce, ale wydawali się bardzo sympatyczni. Choć  dziadka ubrania bardzo dziwnie pachniały. To pamiętam dobrze – opowiada Tymek.

Rodzice pana Marcina, taty chłopców, od 14 lat mieszkają w Kanadzie. – Przenieśli się, gdy moja starsza siostra, która tam właśnie mieszka, urodziła dzieci i potrzebowała wsparcia. Niestety dziadkowie nie są za pan brat z technologią, więc cały kontakt sprowadza się do listów i, od czasu do czasu, rozmów telefonicznych – tłumaczy pan Marcin. – Rodzice często się skarżą, że nie mają kontaktu w naszymi chłopcami, ale odległość jest niestety ogromna. Na szczęście udało mi się przekonać  Anię – moją siostrę – by przełamała swój technologiczny opór i założyła konto na Sypie, więc jest szansa, że choć  czasami w ekranie komputera zobaczymy też rodziców. Najważniejsze jednak, że latem spotkamy się w świecie realnym. Jedziemy na wymarzony trzytygodniowy wypad do Kanady i chłopcy będą mieli wreszcie czas, by dziadków poznać. Dla Szymona będzie to ich pierwsze świadome spotkanie. Teraz dziadków kojarzy tylko ze zdjęć i świątecznych prezentów – opowiada mężczyzna.

Oliwia dziadków ma na miejscu. Wszystkich czworo. – Kocham wszystkich tak samo. Babcia Irena gotuje takie jedzenie, że żadna restauracja tak nie potrafi. I pięknie szyje. Mnie też  uczy, ale nie wychodzi to za dobrze – przyznaje uczciwie 7-latka. – Za to babcia Krysia ma sto pomysłów na minutę. Ostatnio przyszła po mnie do szkoły, choć jeszcze wcale nie kończyłam lekcji, i zabrała mnie na wystawę kotów. Taka jest śmieszna.

Mnóstwo miejsca w sercu Oliwii zajmują też dziadkowie. – Dziadek Zbyszek to mój kumpel od sportu. Jeździmy razem na rowerze i chodzimy na łyżwy. A dziadek Krzysio pięknie gra na gitarze, zabiera mnie na działkę i nawet nocowaliśmy razem w namiocie w środku lasu – dodaje z entuzjazmem dziewczynka.

Okazuje się, że dziadkowie to dla kilkulatków wyjątkowe osoby. – Bardzo kocham rodziców, są najlepsi na świecie, ale z dziadkami jest jakby łatwiej – podkreśla Oliwia. – Mama nigdy by mi nie pozwoliła iść  spać bez umycia zębów, babcia lepiej rozumie, że jak człowiek jest bardzo zmęczony, tak że zasypia w fotelu, to już  naprawdę  nie ma na to siły i pozwala umyć zęby dopiero rano. Za to dwa razy – dodaje.

Na co jeszcze chętniej pozwalają dziadkowie niż  rodzice.

Dziadek Szymona, ten „niemityczny”, wie, że duzi chłopcy w weekend wcale nie chcą chodzić  spać o 21. – Zawsze jak nocuję u dziadków, to włączamy sobie z dziadkiem Wiesiem jakiś  film, nie tylko bajki dla dzieci i oglądamy wieczorem w łóżku. Często nie śpię nawet do 11 – dodaje z dumą.

Z kolei babcie doskonale rozumieją, że dzieci lubią słodycze i już. – Babcia Irena zawsze piecze mi pyszne ciasta, a latem zabiera na lody. Babcia Krysia nie lubi za bardzo gotować, ale ma specjalną szafkę z łakociami specjalnie dla mnie – opowiada dziewczynka.

Jednak tym co przede wszystkim dziadkowie ofiarowują wnukom jest czas. Kino, spacery, wypady do ZOO w tym wszystkim brylują dziadkowie. – Rodzice też z nami chodzą, ale rzadziej, bo pracują i mają  mniej czasu. A w weekendy robią zakupy i odpoczywają, więc też nie zawsze chcą – opowiada Tymek. – A jak zadzwonimy do dziadków, tych z Gdańska oczywiście, to są po nas za godzinę i od razu gdzieś jedziemy. Ostatnio zabrali nas na kręgle – dodaje chłopiec.

Biorąc pod uwagę zaangażowanie dziadków w życie ukochanych wnuków, trudno się dziwić, że dzieci opowiadają o nich w samych superlatywach. Kochają nawet ich wady. – Moja babcia, nie powiem która, zupełnie nie umie śpiewać, ale chyba o tym nie wie i śpiewa ciągle. Najwięcej jak bawi się ze mną w dom i jest moją służącą. Babcia mówi, że służące zawsze śpiewają – wyjaśnia Oliwia. – Może dlatego tak słabo? Może służące muszą źle śpiewać – zastanawia się na głos dziewczynka. – Ale to nie ważne, bo uwielbiam tą  zabawę i cieszę się, że babcia też ją tak lubi.

Generalnie w ocenie dzieci, dziadkowie są lepszymi towarzyszami dziecięcych gier. – Tata uwielbia budować z klocków i jak tylko ma czas, to składa ze mną lego. Ale mama nie lubi się bawić. Tylko w szkołę. Ale to zawsze ona jest panią  i tylko zadaje mi różne rzeczy – opowiada bez entuzjazmy Szymek. – A babcia i dziadek, ci z Gdańska, zawsze się ze mną bawią. Babcia najbardziej lubi jak gramy w rebusy, rozwiązujemy krzyżówki albo razem czytamy. Dziadek woli zabawy sportowe, w różne zawody i wyścigi.

Bezwarunkowa, wzajemna miłość, która łączy dziadków i wnuków to więź, której nie da się  zastąpić. Na szczęście, choć często pobłażliwa i bezkrytyczna, nie zagraża relacjom dzieci i rodziców.

– Zdaję sobie sprawę, że z dziadkami trudno nam konkurować. Pracując mamy mniej czasu na zabawę z dziećmi niż dziadkowie. Poza tym nie możemy ich aż tak rozpieszczać. Rolą rodzica jest dziecko uczyć, ale też wymagać i wprowadzać pewne zasady. Rolą  dziadków jest kochać i rozpieszczać – śmieje się  pan Marcin. – I dobrze. Wprawdzie jak chłopaki wracają po dłuższym pobycie u dziadków, to są lekko rozbisurmanieni, nie chcą chodzić spać o wyznaczonej porze, zasypują  żonę kulinarnymi zachciankami i domagają się spełniania rozmaitych fantazji, ale po kilku dniach wracają do normy, a beztroskie dni z dziadkami budują ich obraz szczęśliwego dzieciństwa – podsumowuje pan Marcin.