Egoista, samotnik, osoba nieprzystosowana społecznie, która nie umie się dzielić, ani wziąć odpowiedzialności za siebie i innych – taki obraz jedynaka wykreował przeszło 120 lat temu amerykański psycholog Granville Stanley Hall. Prawdopodobnie wówczas był on zbliżony do rzeczywistości. Pod koniec XIX wieku niewielu rodziców decydowało się na model rodziny dwa plus jeden. Jedynaków można było spotkać przede wszystkim wśród bogatych arystokratów, często ekscentryków, którzy chowali swoje dzieci pod kloszem i pozwalali, by wzrastały one w przekonaniu o swojej niezwykłości, a nawet wyższości nad innymi.
Niestety, pomimo licznych badań przeczących tezie Halla, niepochlebny obraz jedynego dziecka w rodzinie wciąż pokutuje w społecznej świadomości. Jednak  powoli zaczyna się to zmieniać. Już blisko 20 procent  par decyduje się na posiadanie tylko jednego dziecka.
Rewolucja obyczajowa w tej dziedzinie zaczęła się w 1979 roku, gdy Chiny, , wprowadziły politykę jednego dziecka aby ograniczyć przyrost naturalny w swoim miliardowym narodzie. Świat ogarnął strach przed pokoleniem chińskich jedynaków:  egocentrycznych, nieprzystosowanych społecznie życiowych inwalidów.
Małym Chińczykom postanowiła przyjrzeć się bliżej prof. Toni Falbo z University of Texas. Okazało się, że choć dzieci te wychowywały się bez rodzeństwa, to są kontaktowe, samodzielne i dobrze przystosowane społecznie. Takie same wyniki badaczka otrzymała analizując populację jedynaków w Stanach Zjednoczonych. Profesor Falbo stwierdziła, że ich zdolności poznawcze, emocjonalne i społeczne  nie są niższe niż u osób posiadających rodzeństwo. Przeciwnie – statystycznie mają oni wyższy iloraz inteligencji i częściej odnoszą życiowe sukcesy niż osoby z rodzin wielodzietnych.
Zdaniem współczesnych naukowców jedynacy osiągają lepsze wyniki w nauce, korzystając z tego, że rodzice poświęcają im całą swą uwagę i czas. Łatwiej im więc zauważyć pierwsze szkolne niepowodzenia i szybciej na nie reagować. Na rozwój dziecięcego singla statystycznie przeznacza się też więcej środków finansowych, co przekłada się na jego osiągnięcia w nauce.
Jest jednak druga strona medalu. Wraz z wzrostem nakładów czasu i środków, często idą w parze wyższe oczekiwania. W przypadku jedynaków nierzadko są one nadmierne. Profesor Falbo ostrzegała, że mogą być one dla dziecka zbyt dużym obciążeniem. Rodzice, którzy mają tylko jedną pociechę, często pokładają w niej wszystkie swoje nadzieje i aspiracje, niekiedy sprzeczne z talentami i pasjami małego człowieka.
Na jedynaków czeka jeszcze pułapka nadopiekuńczości. Lęk przed utratą dziecka, strach o jego zdrowie czy bezpieczeństwo sprawia, że  rodzice hamują rozwój swojej pociechy: zapisują dziecko do małej prywatnej szkoły, by w publicznej placówce nie zetknęło się ono z „niegrzecznymi” rówieśnikami, odprowadzają do szkoły 13-latka, bo po drodze mogłoby mu się stać coś złego czy izolują od kichającego przyjaciela, by uniknąć zarażenia katarem. Dzięki takim praktykom dziecko nie rozwija się w sposób naturalny, nie uczy się pokonywania trudności i podejmowania coraz poważniejszych życiowych wyzwań. Nadopiekuńczy rodzice jedynego dziecka mają ogromną szansę wychować wydelikaconego dorosłego, który ma niską samoocenę i nie potrafi poradzić sobie w życiu.
Jednym z najtrudniejszych momentów dla dotychczasowego jedynaka jest przyjście na świat młodszego rodzeństwa, dlatego ważnym zadaniem stojącym przed rodzicami, jest przygotowanie go na tę wielką życiową zmianę. – W ten sposób unikniemy, a przynajmniej zmniejszymy, szok związany z pojawieniem się nowego członka rodziny i łatwiej uporamy się z poczuciem odrzucenia, często przeżywanym przez starsze rodzeństwo – tłumaczy Aurelia Kurczyńska, psycholog z Kliniki Invicta w Gdańsku.

W takim momencie rodzice muszą liczyć się z pytaniami starszego dziecka o moment, w którym ono samo pojawiło się na świecie. – Warto zastanowić się, czy maluchowi, którego już mamy, opowiedzieliśmy o tym jaka była historia jego przyjścia na świat? A może, gdy dziecko pytało, unikaliśmy tematu, zażenowani i zawstydzeni lub ograniczyliśmy opowieść do przysłowiowego „bociana i kapusty”, czy wymówek w rodzaju: „jak będziesz duży to zrozumiesz”? A może już opowiedzieliśmy dziecku jego historię słowami, które byłyby dla niego zrozumiałe? To jest najlepszy sposób na oswojenie tego tematu – dodaje pani psycholog.

Pojawienie się noworodka niesie za sobą zmianę dotychczasowej roli dziecka jako najważniejszej istoty w rodzinie. – Starsze rodzeństwo najczęściej musi ustąpić pola  najmłodszemu. I właśnie to stanowi największą trudność – wyjaśnia Aurelia Kurczyńska. – Im maluch jest pewniejszy miłości rodziców i swojego wyjątkowego miejsca w rodzinie, tym łatwiej rozwiąże konflikty związane z posiadaniem rodzeństwa.
Pozycja najstarszego dziecka w rodzinie zawsze jest niezwykła. Jako pierwsze i najbardziej wyczekiwane, zazwyczaj cieszy się największą uwagą rodziców. Bywa jednak i tak, że gdy pojawia się brat lub siostra, nagle jest okradane z dzieciństwa i traktowane jak mały dorosły, którego można wykorzystać na przykład do opieki nad młodszym rodzeństwem. – Często pierwsze dziecko nadopiekuńczych rodziców, którzy maja dobre intencje, staje się też obiektem większego zdenerwowania i nadmiernej troski, a tym samym negatywnego wpływu z ich strony. Późniejsze rodzeństwo nie ma już takiego obciążenia – podkreśla psycholog.
Bez względu na to czy rodzice mają jedno dziecko, czy całą gromadkę, muszą pamiętać, że dziecko jest dzieckiem. Należy je kochać, wspierać jego rozwój i pozwalać, by bez względu na relacje w rodzinie, dorastało zgodnie ze swoim naturalnym trybem – nie hamując, ani nie przyspieszając tego procesu.