Dorosłym często się wydaje, że dzieciństwo to okres całkowitej beztroski. Kiedy dziecko mówi, że ma problem albo czymś się martwi, uśmiechamy się! No bo jakie zmartwienia może mieć taki mały człowiek?

Takie podejście do sprawy dowodzi, jak ulotna jest ludzka pamięć. Kiedy zderzamy się z „dorosłymi problemami”, zapominamy, jak bardzo obawialiśmy się kary za jedynkę, jak straszne męki cierpieliśmy, bo kolega z ławki znalazł sobie nowego przyjaciela, albo jak bardzo rozdziera serce młodzieńcza nieodwzajemniona miłość. Z perspektywy osoby dorosłej problemy te wydają się błahe i nieważne, ale przecież nas też w dzieciństwie kosztowały wiele nieprzespanych nocy i trudnych chwil.

Jednak dzieci – zwłaszcza małe – martwią się nie tylko „dziecięcymi” sprawami. Podobnie jak dorośli przejmują się brakiem pieniędzy, z lękiem myślą o śmierci, chorobie i czarnych scenariuszach na przyszłość.

Amerykańskie Towarzystwo Psychologiczne postanowiło dokładniej przyjrzeć się troskom dzieci i młodzieży, a także skonfrontować te problemy z wyobrażeniami rodziców.

W badaniu wzięło udział przeszło 1200 dzieci, w wieku od 8 do 17 lat. Okazało się, że połowa ankietowanych martwi się wynikami szkolnymi, tymczasem tylko co trzeci rodzic uważał, że jego dziecko przejmuje się nauką.

Aż jedna trzecia badanych przyznała też, że przeżywa stres w związku z kłopotami finansowymi rodziców, tymczasem świadomość tego problemu ma zaledwie 18 proc. rodziców.

Badania potwierdziły, że strach i niepokój towarzyszące rodzicom przenoszą się na dzieci. Aż 80 proc. młodych ludzi potwierdziło, że atmosfera w domu ma na nich bezpośredni wpływ i że to od rodziców uczą się, jak radzić sobie z trudnymi sytuacjami. Niestety blisko 70 proc. dorosłych nie jest tego świadoma.

Lęki i zmartwienia starszych dzieci i młodzieży łatwiej nam poznać, ponieważ ludzie w tym wieku znacznie lepiej potrafią nazwać i wytłumaczyć to, co ich trapi. Z młodszymi dziećmi sytuacja jest bardziej skomplikowana. Maluchy dopiero uczą się rozpoznawać i racjonalizować swoje lęki, a nawet gdy uda im się o nich opowiedzieć, bywa, że dorośli je bagatelizują. Dlaczego? Być może dlatego, że trudno nam uwierzyć, iż zdrowy trzylatek może na serio martwić się swoją śmiercią.

Czarnowidztwo przedszkolaka

Kilkulatki mają bardzo żywą wyobraźnię, która podsuwa im najbardziej niesamowite alternatywne rozwiązania nawet najprostszych sytuacji życiowych. Mama gotuje obiad, a w główce dziecka nagle rodzi się pytanie: a co by było, gdyby ogień pod garnkiem wybuchł i wszystko zaczęło się palić?

Niby niewinne pytanie, ale umysł przedszkolaka zaczyna podążać tym tropem i przed oczami dziecka stają najbardziej przerażające obrazy. Pojawia się strach.

Jeśli przerażony maluch przybiega do nas z takim zmartwieniem, nie zbywajmy go krótkim „nic nie wybuchnie”. Choć nam problem wydaje się nierealny, dla dziecka jest jak najbardziej prawdziwy. Przytulmy dziecko i porozmawiajmy. Wytłumaczmy, że mama wie, jak obsługiwać kuchenkę, albo że urządzenie ma odpowiednie zabezpieczenia. Możemy też wyjaśnić, że gdyby faktycznie doszło do takiej tragedii, to wszyscy wiemy, jak należy się zachować. Opowiedzmy o dzielnych strażakach. Taka rozmowa pomoże dziecku poradzić sobie z problemem, uspokoi je i utwierdzi w przekonaniu, że dorośli są świadomi zagrożenia i będą umieli zareagować.

Mały superman

W kilkulatku, który codziennie opanowuje wiele nowych umiejętności, rodzi się przekonanie o jego wielkiej mocy. Nawet jeśli nie wierzy, że tak jak superbohater jest w stanie przenosić domy, to jednak łatwo ulega przekonaniu, że odpowiada za wiele rzeczy. Jeśli namówi mamę na zakup misia, a wkrótce potem usłyszy, że mówi ona do taty, że nie ma pieniędzy, maluch już wie – to jego wina.

Podobnie gdy rodzice kłócą się o porządki w domu – to przecież dlatego, że dziecko nie zebrało rozrzuconych klocków.

Jeśli dodamy do tego bardzo prosty, czarno-biały sposób odbierania rzeczywistości, łatwo zrozumieć, że wiele dzieci na pewnym etapie życia boi się rozpadu rodziny. Dla nich kłótnia rodziców to prosty sygnał, że ci już się nie kochają i nie chcą być razem.

Najlepiej byłoby nie dopuszczać do takich sytuacji i kategorycznie unikać kłócenia się przy dziecku. Jeśli jednak do tego dojdzie, pamiętajmy, żeby pogodzić się także w obecności malucha. Warto też wziąć go na kolana, przytulić i w najprostszych słowach wyjaśnić, że ludzie czasem się spierają, czasem nawet na siebie krzyczą, choć wiedzą, że w ten sposób nie uda się rozwiązać problemu. Ale pomimo tych malutkich „wpadek” rodzice bardzo się kochają, bardzo kochają swoje dziecko i chcą być razem.

Tajemnicza śmierć

Mało który dorosły jest przygotowany na pierwsze pytania o umieranie i o to, co nas czeka po śmierci. Lęki związane z przemijaniem może wywołać cokolwiek. Informacja o śmierci babci kolegi z przedszkola, zniknięcie psa sąsiadów czy przypadkowe natknięcie się na martwą muchę czy żabę.

A że temat przeraża nie tylko dzieci, ale także dorosłych, staramy się go omijać jak najdłużej. Tym samym zazwyczaj dajemy się zaskoczyć pytaniami o umieranie.

Nie pozwólmy sobie na zbycie dziecka i pozostawienie go z własnymi niewesołymi myślami. Jeśli nie jesteśmy gotowi na podjęcie tego tematu albo uważamy, że pora na taką rozmowę jest nieodpowiednia (np. tuż przed zaśnięciem), wytłumaczmy dziecku, że wszystko mu wyjaśnimy następnego dnia. W tym czasie możemy poszukać pomocy np. w specjalnych książeczkach dla dzieci i dorosłych oswajających z problemem śmierci.

Bez względu na własne przekonania – czy wierzymy w życie wieczne, czy nie – postarajmy się nie budzić w dziecku strachu. Możemy przyznać się do własnej niewiedzy czy niepewności, zapewnijmy jednak dziecko, że np. dla babci kolegi, która cierpiała z powodu choroby, śmierć z pewnością była ukojeniem. Postarajmy się też uspokoić dziecko i okazać mu jak najwięcej miłości. Przytulenie często jest w takiej sytuacji najskuteczniejszym lekarstwem.

Plaster na nieszczęście

Widok krwi czy choćby małej ranki to dla wielu przedszkolaków coś strasznego. Sama myśl o zranieniu się często wywołuje płacz.

Nie wyśmiewajmy łez spowodowanych drobnym zadraśnięciem czy zdartym naskórkiem. Pocieszmy dziecko, powiedzmy mu, że jest dzielne i że na takie dolegliwości jest specjalne lekarstwo. Najwięcej ulgi przynosi całus i oczywiście plaster. Wiara dzieci w magiczne działanie opatrunku jest olbrzymia, zamiast więc przekonywać malucha, że ranka nie wymaga bandażu, pozwólmy mu wybrać plaster!

Lubisz mnie?

Każdy z nas potrzebuje akceptacji. Zwłaszcza dziecko, które nie potrafi jeszcze zbudować samooceny na podstawie tego, co umie, wie itd.

Często niepewność dotyczącą sympatii innych budzą też sami rodzice. Dorośli w obawie, że ich pociecha nie będzie miała kolegów albo będzie przez nich odtrącona, z wielkim przejęciem reagują na wszelkie objawy, które mogą o tym świadczyć. Gdy zobaczą, że dziecko bawi się samo albo że jego najlepszy kolega bawi się z kimś innym, zaczynają dopytywać, czy inne dzieci są dla naszego malucha niemiłe, a może się z nim pokłóciły? Jeśli takie pytania powtarzają się zbyt często, malec zaczyna myśleć, że skoro rodzice ciągle się tym martwią, to może faktycznie inne dzieci go nie lubią.

Przede wszystkim nie wzbudzajmy w dziecku takich obaw. Nie starajmy się też go przekonać, że powinno bardziej zabiegać o względy rówieśników.

Jeśli dziecko faktycznie spotka się z objawami odrzucenia, wytłumaczmy mu, że w życiu spotyka się wielu ludzi, jednych lubi się bardziej, a innych mniej, nie ze wszystkimi trzeba się przyjaźnić. Wytłumaczmy maluchowi, że nie można nikogo zmusić do lubienia, i skoro ten kolega nie chce się z nim bawić, to musimy dać mu do tego prawo. A to, że jakieś dziecko go nie lubi, wcale nie znaczy, że nasz maluch jest „niefajny”. Bo przecież jest absolutnie „super”!