30 kwietnia Światowym Dniem Sprzeciwu Wobec Bicia Dzieci. Z badań CBOS „O dopuszczalności stosowania kar cielesnych i prawie chroniącym dzieci przed przemocą” wynika, że 73 proc. Polaków akceptuje stosowanie klapsów jako kary dla dziecka. Jednocześnie przeszło połowa ankietowanych jest przeciwna stosowaniu kar cielesnych. Z czego wynika ta różnica? Wiele osób uważa, że mały klaps czy szturchaniec nie zalicza się do kategorii przemocy. Podejścia do tego problemu nie zmieniło także wprowadzenie przez parlament w 2010 roku prawa zakazującego bicia dzieci w jakichkolwiek okolicznościach. Wcześniej naruszenie nietykalności cielesnej dziecka było dopuszczane jako stosowana w ostateczności i w celach wychowawczych kara za szczególne przewinienie dziecka.

Mimo nowych przepisów i silnej kampanii przeciw przemocy domowej, akceptacja dla bicia dzieci w celach wychowawczych wciąż jest bardzo duża. Dlaczego tak chętnie korzystamy z klapsa jako kary? Czy jest ona skuteczna? W jaki sposób bicie wpływa na psychikę dziecka i relacje w rodzinie? Gdzie dziecko może szukać pomocy?
Na te i inne pytania odpowiada dr Urszula Sajewicz-Radtke, psycholog rozwoju ze Specjalistycznej Poradni Psychologiczno-Pedagogicznej „Tęcza” w Gdańsku.

– 30 kwietnia obchodzimy Światowy Dzień Sprzeciwu Wobec Bicia Dzieci. Czy taki specjalny dzień jest komukolwiek potrzebny?
– Zdecydowanie tak. Szczególnie w Polsce, gdzie stosowanie przemocy nadal jest stosunkowo powszechną „metodą wychowawczą”. Tę metodę weźmy oczywiście w cudzysłów, bo jest to wyłącznie wymówka rodziców, a nie sposób na kształtowanie czy modyfikowanie zachowania dziecka. Największy problem polega na tym, że wiele osób uważa, że przemoc jest wtedy, gdy dziecko dostaje regularne lanie. Klapsy, szarpanie, popychanie czy krzyczenie, ich zdaniem nie są zachowaniami przemocowymi. A to nieprawda. Taki dzień jest więc bardzo potrzebny dla budowania społecznej świadomości.

– Wielu rodziców jest zdania, że bez klapsa, jako ostatecznej kary, nie da się wychować dziecka.
– Też często słyszę tę opinię i nie mieści mi się ona w głowie. Skoro bez bicia się nie da, to dlaczego my, dorośli, nie stosujemy rękoczynów wobec siebie? Dlaczego szef nie wali po głowie pracownika, który nie wywiązał się ze swojego obowiązku? Dlaczego jeśli ktoś uderzy nas na ulicy, albo gdy widzimy, że mąż szarpie żonę, od razu kwalifikujemy to zachowanie jako przestępstwo? Jak wobec całkowitego sprzeciwu wobec bicia dorosłych, można usprawiedliwić stosowanie kar cielesnych wobec dzieci?

– Nie umiem znaleźć odpowiedzi na to pytanie. Może bicie usprawiedliwiamy tym, że taka kara jest skuteczna?
– To kolejny mit. Bardzo często rozmawiam z rodzicami, którzy mówią, że robią co mogą, by ich dziecko było grzeczniejsze. „Nawet lanie nie działa. Daję dziecku w skórę, odwracam się, a ono dalej robi to samo” – mówią. Oczywiście. Bo ta kara niczego nie uczy. Budzi tylko strach. Gdy rodzic zauważa, że bicie nie przynosi skutku, załamuje ręce. No bo skoro „wyciągnął już najcięższe wychowawcze działo”, a nie ma poprawy zachowania, to co pomoże?

– No właśnie, skoro nie klaps, to co?
– Często popełniamy błąd, myśląc o karach i nagrodach w oderwaniu od siebie. Tymczasem to system naczyń połączonych, które musimy traktować całościowo. Najprostszym i najskuteczniejszym sposobem modelowania zachowania dziecka jest pokazanie mu konsekwencji jego zachowań. Nauczmy dziecko, że rodzic jest zobowiązany je kochać oraz zapewnić mu bezpieczeństwo, uwagę, „wikt i opierunek”. Cała reszta – począwszy od wypadów do kina czy ZOO, przez uczestniczenie w urodzinach koleżanki, po fundowanie dziecku zagranicznych wakacji czy kupowanie wymarzonych lalek czy konsoli do gier – to tylko dobra wola rodzica. Te wszystkie nagrody (bo tak należy o nich myśleć) to narzędzia w rękach rodzica. Jeśli dziecko nie słucha, przekracza wyznaczone granice, odbieramy mu przywileje lub zwyczajnie nie dajemy nagrody, na której mu zależy, tłumacząc dlaczego tak się dzieje. Dziecko szybko łapie ten układ zależności i uczy się, że „nie opłaca się” być niegrzecznym. Jeśli ten system stosujemy od początku, efekty przychodzą bardzo szybko. W rodzinach, w których wcześniej stosowane były „najcięższe kary” proces przystosowania się trwa oczywiście dłużej. Co jest w pełni zrozumiałe. Jeśli rodzice do „walki z muchą wyciągnęli armatę” w postaci bicia, odebranie przywilejów w pierwszym momencie będzie odbierane przez dziecko jako słaby bodziec. Trzeba więc uzbroić się w cierpliwość.

– Dlaczego stosowanie kar cielesnych jest takie złe? Jak bicie wpływa na dziecko i relacje w rodzinie?
– Każda forma przemocy jest dla dziecka niszcząca. Rujnuje jego psychikę i poczucie więzi z bliskimi. Dziecko traci poczucie bezpieczeństwa i oparcia w rodzicach. Bo jak przyjść do takiego rodzica i opowiedzieć mu o swoich problemach, niepowodzeniach, albo przyznać się do jakiegoś błędu? Rodzi się strach i agresja. Dziecko, które doświadcza przemocy, samo też będzie ją stosowało. Skoro jego rodzice, by wymusić na nim posłuszeństwo, uciekają się do rękoczynów, ono też zbije „niegrzecznego” kolegę, który nie chce go słuchać. Wiem, że w tym miejscu wielu rodziców pomyśli, że przecież oni byli w dzieciństwie bici i wyrośli na porządnych ludzi. Warto jednak w takiej chwili spokojnie usiąść i zastanowić się nad relacjami, jakie mamy z własnymi rodzicami. Czy są ciepłe, bliskie, pełne zaufania i serdeczności? Czy nie mamy, albo nie mieliśmy w dzieciństwie żalu, że rodzice uciekali się do przemocy?

– Czy dziecko może w jakiś sposób bronić się przed przemocą?
– Sytuacja jest trudna. Przede wszystkim dlatego, że dziecko bezgranicznie kocha swoich rodziców i często wierzy, że bicie to oznaka miłości. W wielu przypadkach mały człowiek nawet nie wie, że może być inaczej. Dziecko nie może też bez zgody rodzica zgłosić się np. do poradni. Najlepiej by o swoich problemach porozmawiało z dorosłym, któremu ufa – kimś z rodziny, bliskim sąsiadem, albo kimś ze szkoły – nauczycielem lub pedagogiem. Można też skorzystać z telefonu zaufania, gdzie dziecko dostanie nie tylko emocjonalne wsparcie, ale też podpowiedź, gdzie i w jaki sposób szukać pomocy. Pamiętajmy, że każdy dorosły, który nabierze podejrzeń, że jakieś dziecko jest bite, nie tylko może, ale jest zobowiązany, by zgłosić swoje obawy (nawet jeśli nie mamy pewności) do sądu rodzinnego. Na podstawie takiej informacji sąd wysyła do domu dziecka kuratora i bada całą sprawę. Bardzo często okazuje się, że wystarczy niewielka pomoc z zewnątrz, np. skierowanie do specjalistycznej poradni i sytuacja w rodzinie wyraźnie się poprawia. Nie myślmy więc o tym jak o donosicielstwie, tylko o pomocy dla niewinnego dziecka. Bardzo często słyszymy o tragediach, do jakich dochodzi w rodzinnych domach. Wielu z nich można by uniknąć, gdyby ktoś w porę interweniował.
(MB)

Ogólnopolski Telefon dla Ofiar Przemocy w Rodzinie

                  801 12 00 02

Bezpłatny Kryzysowy Telefon Zaufania

                      116 123