Dobrym czasem na naukę gotowania są wszelkie święta i imprezy rodzinne. Zbliżają się Święta Wielkanocne a ja mam plan, aby zachęcić moje dzieci do pomocy w kuchni przed świętami. Z badań jakie ostatnio przeczytałam na jednym z portali wynika, że ponad połowa dzieci w Polsce w ogóle nie pomaga w kuchni!

Mi jak najbardziej przyda się nawet najmniejsza para rąk, przy okazji będzie okazja, żeby nauczyć moje pociechy czegoś o gotowaniu. I tu miła niespodzianka, też przeczytałam ostatnio  – wyniki badań „Kulinarni odkrywcy” pokazują, że im bardziej dzieci są oswojone z kuchnią i gotowaniem, tym zdrowiej się odżywiają. Więc mam dwa w jednym, wykorzystam ich świąteczny zapał, żeby rozbudzić kulinarną pasję, która doprowadzi do tego, że lepiej będą się odżywiać! Oby to było takie proste:) A zapał mają ostatnio mizerny…… więc moje małe przekupstwo, że w Wielką Sobotę jest zajączek i przynosi prezenty – ożywiło ich czujność i jak to dzieci załapały, że jeśli zrobią więcej niż zwykle, to może ten zajączek coś większego im przyniesie:) Marzą ostatnio o zwierzątku pt. myszoskoczek. Mieszkały już z nami takie małe….. tylko chomiki, a myszoskoczek to ponoć jest łagodniejsza odmiana szczurowatego stworzonka. Jeszcze nie wiem,  nie zapoznałam się do końca z lekturą, czyli książką o hodowli  myszoskoczków. Została położona na mój stolik nocny 2 tygodnie temu, codziennie tylko pytają, czy już przeczytałam.

Ok, ale wracamy do tematu. Gotowanie z dziećmi.

Trochę jeszcze Was naładuję informacjami statystycznymi – 55% polskich dzieci nie pomaga w kuchni wcale lub tylko od święta – wskazują wyniki badań „Kulinarni odkrywcy”, przeprowadzonych na zlecenie programu Tesco dla Szkół. Dlatego z pełną premedytacją i przekonaniem zagonię je do kuchni, aby nie znajdowały się w tej niechlubnej części dzieci „niepomagających”. Okres przedświąteczny spędzimy w kuchni i to nie po to, aby pozmywały naczynia. Niech się czegoś pożytecznego nauczą, w końcu wszyscy spożywamy posiłki, jest to rzecz naturalna jak oddychanie. Już widzę ich dumne miny, jak przyniosą mi swoje , własnoręcznie zrobione dania. Satysfakcja gwarantowana, ich duma – bezcenna.

Czyli ruszamy, tym bardziej, że okres świąteczny jest pełen kuszących zapachów i niecodziennych potraw. Mamy idealny moment, żeby zaprosić do kuchni nawet najbardziej stroniące od niej dziecko.

Pieczenie ciast i babeczek, dekorowanie ciasteczek, mazurki, tworzenie ozdób w postaci kurczaczków, baranków i jajeczek – to wszystko sprawia, że możemy poczuć się jakbyśmy organizowali kreatywne warsztaty. I co najważniejsze – przynosi wszystkim wiele radości i pożytku. Ponadto możemy wymyślić konkurs na najładniejsze ozdoby, najciekawszy smak. Oczywiście wszystkie dzieci nagradzamy, aby ich nie zrazić do przyszłego gotowania. A taki kij z marchewką działa i wykazują większą motywację – sprawdziłam. Ja już przygotowałam małe nagrody konkursowe :).

Jeśli uda nam się część pieczenia i dekorowania, to nasuwa się pytanie: jak utrzymać entuzjazm kulinarny naszych dzieci i zachęcić je do dalszej nauki gotowania?
Musimy sobie odpowiedzieć na pytanie, dlaczego dzieci tak chętnie pomagały w pracy przy pieczeniu lub krojeniu sałatki?.
Po pierwsze, smakują im efekty ich pracy, ciasteczka i babeczki są słodkie, a dzieciaki uwielbiają słodkości ( i nie trzeba tu koniecznie użyć cukru, ale wystarczy miód). Po drugie, wycinanie z ciasta kurczaczków, pisanek i zajączków, a następnie ich dekorowanie nie przypomina im gotowania, a raczej zajęcia plastyczne.

Dlatego warto zaproponować dzieciom wspólne gotowanie na co dzień – innych lekko słodkich potraw, których dekorowanie pozwala rozwinąć kreatywność. Mogą to być np. naleśniki z owocami i serkiem, domowej roboty musli z jogurtem, tosty francuskie z miodem, naleśniki z dżemem, itp. Następnie powoli  przenosimy ciężar w stronę owoców i warzyw, zastępując nimi słodkie składniki. Dekorowanie tostów rzodkiewką, pomidorem, ogórkiem i innymi warzywami, które układają w niestandardowy sposób. Jaki? To już zależy od  kreatywności naszych dzieci.

I ważne dla nas rodziców. Świąteczny czas sprzyja aby rozpocząć gotowanie z dziećmi. Jest to czas odpoczynku, trochę wyłączamy się z zawodowych obowiązków i znajdujemy więcej czasu dla siebie i dla naszych dzieci. To też jest z korzyścią dla nas, bo zamiast siedzieć samemu w kuchni i denerwować się, że dzieciaki znowu siedzą przy tabletach, albo nudzą się jak mopsy, zabieramy je do kuchni. Po pierwsze mamy dodatkowe ręce do pomocy, wspólną zabawę i co ważne czas spędzony razem. Tylko to my musimy zainicjować taką „wspólną zabawę i naukę” W Polsce prawie połowa rodziców posiadających dzieci w wieku szkolnym uważa, że gotowanie to umiejętność, której nauka może poczekać. Tylko jak długo ma czekać? Ostatecznie obudzimy się mając 15-letniego nastolatka, który tylko potrafi przygotować sobie tosty 🙂 Idąc dalej, dane statystyczne mówią, że co czwarty rodzic gimnazjalisty nie widzi potrzeby, żeby jego dziecko samodzielnie przyrządzało sobie posiłki, a co ósmy rodzic nawet nie chce wpuszczać nastolatka do kuchni, bo „może zrobić sobie krzywdę”.

Tak jak wyżej wspomniałam, dzieci nienauczone przygotowywania sobie posiłków gorzej się odżywiają. Nie nauczysz  swojego dziecka samodzielnego przygotowywania sobie prostych przekąsek to będzie sięgało po gotowe produkty i słodycze, a starsze – wyda kieszonkowe na fast foody. Brrrr…..

I jeszcze jedna informacja statystyczna, jak pokazują badania, pomoc w kuchni nie jest wpisana w codzienne domowe obowiązki najmłodszego pokolenia. Dlatego może warto je włączyć już teraz i nie czekać do następnych świąt ? Po tych statystykach, które sobie przeanalizowałam i trochę mnie przeraziły, ZACZYNAMY JUTRO.
W piątek kroimy wspólnie sałatkę warzywną – z konkursem kto pokroi warzywa w kosteczki, które rzeczywiście będą przypominały kosteczki 🙂 A jutro robimy ciasteczka w kształcie kurczaczków, baranków, jajek i zajączków .
Powodzenia Wam życzę, przyjemnego gotowania i wesołych Świąt Wielkanocnych.